..a może morze jest dla mnie

..może być kwintesencją szczęścia lub jego namiastką..może być
pomrocznym ukłonem zmęczonych powiek,…. może być pasożytem pojmowanych pojęć ,smutnym
towarzyszem powolnych podróży tramwajem….a mógłby być tym wszystkim na jawie..z
moim głośnym przyzwoleniem…

..tam gdzies jest ktoś

..można lubić ludzi, można lubić babkę ziemniaczaną..można śpiewać dziecku na dobranoc z miłości fałszując…można być na wskroś uczciwym i zatajać chęć całowania go w usta nastawiając policzek na dowidzenia…a we mnie dziś apetyt i hormony buzują i najchętniej pojechałabym pociągiem daleko stąd…

..co mam na dobranoc

..gonią mnie minione dni…noce mnie gonią…przepite i niezwykłe..z kacem w pakiecie..goni mnie wspomnienie jak chmura kłebiaste..i blues i ciemna piwnica..a dziś mam wróbla w garści…kolorowy dywan i różowy wibrator…

w mojej głowie słoma

..Bywają w głowie rzeczy dziwne i obrazy…wracają, muskają pamięć, podniecają….bywają  treści i złości,
gwiazdy spadające czasami znienacka…a w tym wszystkim nasze drżenie, nasze oczy
wydziobane przez ptaszyska z czasów starych…goją się rany różne jeśli chcemy…gdy
nie chcemy posypujemy myśleniem…a skrzydła moje trzepoczą od nadmiaru ich….