..haj

…jest dziś we mnie dużo przytulania, dużo dotyku i ust nabrzmiałych od całowania innych ust..jest dziś we mnie spokój i ta melodia…i nagość jest dziś we mnie ciepła i miła i nie ta której sie wstydzę .. jest we mnie akceptacja i postanowienie…i wszystko mi jedno że mnie nie widzisz….jest we mnie podniecenie..pomroczność..aż mam ochotę dotykać sie..odpłynąć…

..basta

…dziś sie zapomniałam i jadałam rzeczy, których nie powinnam..a tak serio to ćwiczę obojętność i próbuje zrozumieć moje rozchwianie…kalectwo, które mi zostało…to wieczne pragnienie miłości..lepiej mieć ojca skurw…. czy nie mieć go w ogóle, leppiej mieć matke uzależniona od w/w czy lepiej jej nie mieć…jak długo można mieć w sobie żal, wściekłość…jestem już bardzo zmęczona, zmęczona walką, zmęczona ciągłym łataniem dziurawego życia, uzupełnianiem pewności siebie, dokarmianiem konta, walką o to by żyć godnie, vy nie prosić o pomoc..i gdyby nie obcy w moim życiu pewnie by mnie już nie było…

..chce do Krakowa

..bardzo tęsknie za tym skrawkiem nieba, który chowałeś przede mną by słońce nie przyprawiło mnie o zmarszczki..i za muzyką z radia, którego nei pamiętam….za każdym dreszczem i niesmiałością schowaną w półmroku..za twoimi palcami, które chciałabym mieć na własność…za hotelem na kazimierzu…bialą pościelą i dżinsami…bardzo tęsknie…

…spadaj

..wiesz, potzrebuje spokoju, dystansu i nie mam ochoty cie pocieszać, nie mam ochoty już cie prosić, zapraszać..zmęczyło mnie twoje ego…znikaj egoisto, nie ma już dla ciebie miejsca w moim telefonie…

..szary demoniczny wiatr

..dziś demony mieszały powietrzem…serce kołatało poruszane prowincjonalnym niepokojem..przeczuciem…złowrogim wiatrem..i spadł deszcz bardziej szary niż zwykle…spojrzenia bardziej krępujące niż zazwyczaj a postanowienia przestały mieć zanaczenie…dziś myślami popłynęłam do śmierci…do sensu tego co czuje codziennie..do strachu który paraliżuje moje usta przed szczerością…we wszystkich bezsensach  zateskniłam i pobiegłam do jedynej istoty którą kocham…

szczesliwym byc to z lotu drwić…

…..bycie w sieci jest jak obietnica czegoś lepszego niż samotny wieczór na kanapie..mozna poczytać o samotności innych..o smakach i fantazjach…można w kilku slowach stać sie kims innym, kimś pieknym i pożądanym….można kłamać śpiewająco….teraz myśe o tym jak nie zwariowac , jak nie zakochac sie , jak być szczęsliwą bez ciepłych oddechów na szyi..

..deszcowa aura baletowa…

I deszcz zmyje kurz na powiekach, zmęczone ramiona pokryje blaskiem kropel…i będziemy żyć dalej…jak trawa odradzać się jak wino dojrzewać…w kroplach ciepłego deszczu zanurzę się z odrobiną nadziei….że się znajdziemy za rogiem ulic, za drzwiami kwiaciarni pachnącej fiołkami…