…fight

….dziś zaczynałam pisać kilka razy i kasowałam..chciałam napisac o tym że uśmiechłam sie dzisiej, że byłam odporna na próby zepsucia mi humoru..chciałam napisać o tym jak bardzo jestem szcesliwa gdy przekraczam próg domu, który nie jest pusty, o tym że uśmiech mojego syna to niebo….i o tym że dusze w sobie mnustwo emocji..że udaje…sama siebie mam ochote za to kopnać w tyłek….

rozczarowanie

..dziś nie jestem zła..tylko rozczarowana..soba..czasem..wszystkim…i wiem że kiedyś bedzie inaczej..bedzie lepiej i może ogarne to wszystko co czuje i może …naucze sie…

…jestem wściekła..

czasami coś dzieje sie mimo nas, mimo wrzystko, ponad naszymi sposobami pojmowania…włączyłam dziś coś by posłuchać ..wyłaczyłam troche niechcący ale muzyka nie ustała …wciąż sączyła się melodia..taka własnie ją widzimy czasami we śnie..jaka towarzyszy tym najmroczniejszym momentom filmów…taka która brzmi poza światłem..w ukryciu rozdziera nasze oddechy dzieląc je na krzyki…wydechy pełne pasji..do życia..

brak seksu nadmiar wiosny

….gdybym miała odwage powiedziałabym że bez przerwy o nim myśle ..że gapie sie na jego zdjęcie..wygląda na nim tak jakby patrzył na mnie…tylko na mnie…powiedziałbym mu ze to chemia..że czuje dreszcze..mrówki..motyle i wszytskie inne robaczki przechadzające sie po moim krwiobiegu…i że mam nieziemską ochote go całować..nie tylko po ale całować…i całować i prawie zjeśc…
..nie wiem czy to wina hormonów..może frustracji…ale gdyby był tu teraz rozebrałabym go…wrrrr