kilka słów o niebie

..chciałabym miec loki do ramion, gęste i lśniące..chciałabym by te ramiona były szczupłe..chciałabym by rozstępy zniknęły a nogi sie pocieniały..chciałabym kupić dla nas dom, malutki z dużymi oknami ..ale najbardziej chciałabym być dobrą mamą, taką najlepszą…chciałabym nie musieć wracać do pracy zostawiając obcego w innych niż moje ramionach….
…a dziś świeciło słońce , chmury i czas płynęły po gęstym od życzeń niebie….

słodkiego miłego życia…

….postanowiłam w miare możliwości karmiącej przejśc na dietę i juz nawet włozyłam do koszyka brzoskwinie w syropie i pieczywo wasa ale tuz przy kasie , prawie przy wyjściu mój wzrok przyciagnęła obniżka ceny na waniliowe ptasie mleczko, nie mogłam sie powstrzymac i kończe już drugie „pięterko”….do tego oczywiscie pełnowartościowe mleko wypasione …ufff tym razem bez żadnych obietnic ze od jutra …może lody smietankowe też przecenią i co wtedy?!… 

dziadku powinieneś kupić sobie kozę….

…spedzilismy kilka dni u „dziadków” a własciwie u babci bo dziadek nadal nas nie akceptuje, z całym szacunkiem to stary dureń a ja jestem uparta , najbardziej żal mi w tym wszystkim obcego – widocznie bliscy mu faceci skazani są na głupote….
….po powrocie do naszych czterech kątów – w sensie absolutnie dosłownym bo ich więcej nie mamy – poczułam ogromną ulgę , dwa dni nie wychodziliśmy z domu , odsypialiśmy a obcy poznał sens historii o kozie – pewna rodzina źle czuła sie w swoim małym domku , wiecznie narzekali, marudzili i o niego nie dbali , szef domu poradził sie pewnego mądrego człowieka który poradził mu by kupił sobie koze,  ten posłuchał i po kilku dniach wrócił do mędrca załamany brudem , hałasem i ciasnotą ten wówczas poradził mu owa kozę sprzedać – facet wrócił jeszcze tego samego dnia przeszczęśliwy i dumny ze swego domu…widocznie od czasu do czasu tzreba kupić sobie kozę , zjeść paprykarz szczeciński i mieć katar by docenić to co sie ma …….