…ciężarowe dylematy a mój syn pokazał mi język..

…tak blisko a tak daleko..tak nierealnie jest ze mną mój skarb..zaczynam go kochać coraz bardziej…coraz bardziej realana jest miłość…dziś siedząc w niekończących sie kolejkach w ciężarowni dwie miłe nieciężarówki w kilku słowach dodały mi odwagi..natchnęły optymizmem i przypomniały jak niezwykłe mam szczęsćie..może to że były zupełnie obce a jednak nie wirtualne tak to do mnie dotarło…nie były kolejnym artykułem czy blogiem ale matkami które rodziły i były kiedyś równie przerazżone jak ja…

..a dziś bez tytułu,,,,


..w dniu spowitym chłodem i cieniem..wiatrem i deszczem ..w dniu koszmarnym i sennym cieszy mnie oczekiwanie…perspektywa snu jest miła..tylko boli mnie cisza….i nawet moje maleństwo dziś wcześniej zasnęło pod moim sercem…a może jeszcsze kiedyś bede mogła poczekać na peronie …a dzis już nie wydusze żadnych słów godnych uwagi….

oszarowane wieczoranie..

…w tej dzisiejszej szarości są łzy..jest milczenie…były słowa na pożegnanie wyssane z tęsknoty…teraz tylko szum za oknem..bałam sie tego stojąc w oknie kilka tygodni temu..bałam sie że nie pozwole sie kochać ..tak po prostu ….teraz juz tylko pamiętam ten krótki czas szczęśliwości ramion we dwoje…tych kilka dni pieknych z niewyspania…