..mój cud

…dziś po raz pierwszy widziałam moje maleństwo , jak porusza rączkami, nóżkami…słyszałam bicie malego serduszka…szybkie..piękne…najpiękniejsze na świecie..wpatryałm sie w ekran z otwrtymi ustami..w milczeniu ze łzami w oczach….jeżeli istnieją cuda to jest właśnie jeden z nich…kilkunastcentymetrowy śliczny cud…
..miałam w ręku telefon, chciałam mu opowiedzieć o naszym maleństwie o tym co przed chwilą zobaczyłam…po chwili wrzuciłam telefon z powrotem do torebki i zamknęłam na chwile oczy…a jego słowa znów zabrzmiały mi w głowie:”-nie chce być ojcem, nie chce być ojcem…”..teraz musze zrobić wszystko żeby te słowa nie zabrały mi radości z mojego i tylko mojego szczęścia….

..przeziębiłam sie troszke

…zwykłe przeziębienie a ja płacze bo jestem w tym sama..
…chciałabym tylko żeby ktoś zrobił mi cherbate, przykrył kocem…powiedział że wszydtko będzie dobrze…
….smutno jest smucić sie w pojedynkę….i uświadamiać sobie że tak właśnie zostanie…chociaż niebo otwiera sie każdego dnia…

…poczatek snu

…dziś poczuałm po raz pierwszy co to znaczy mieć poranne mdłości i omal nie zwymiotowałam na wystrojoną menager w windzie…powoli dociera do mnie fakt istnienia maleństwa we mnie, cudu, który bedzie miał moje oczy…to czasami wydaje sie snem z którego zdaje sie obudzić i wtedy kłade dłonie na brzuchu i leże tak cicho by przez skóre poczuć bicie małego serduszka…..