…kurier niedzielny

….wyszłam zanim zdążył uścisnąć mi dłoń, pozostalismy na dystans, na odleglośc kilku mertrów po kilku latach bez słowa wymieniliśmy kilka spojrzeń z niedowierzaniem że to my… że dźwięk głosu wcale sie nie zmienił ale my tak, my bardzo inni chociaż ci sami….
..jak niemowle ucze sie codziennie prawd oczywistych, raczkuje utytłana we własnych tęsknotach… wracam do prawdy kamienistą drogą ..a prawda czasami wcale mi sie nie podoba, nie podoba mi sie że na wiele rzeczy jest juz za późno….

..koncert cioteczny na dwie żaby…

….obrana jestem z szarych wełen, poutykana w chodniki cienkimi obcasami…..a to moja ponad dwudziesta przeprowadzka..bardzo mnie zdziwi dobry obrót sprawy……zdziwi mnie zimna dłoń na rozgrzanych od plaszcza plechach…zdziwi mnie niekrępująca cisza bezdeszczowego spaceru….zdziwi mnie jeszcze pierwszy uśmiech dziecka mojej siostry..zdziwiłam sie że dwucenymetrowe życie potrafi ugłaskać lwa…mojego lwa…jej szczęście wlało sie szczelinami mojej skorupy a mój anioł oszalal i zaczął tańczyć nad głową..
..piszę dziś bosymi stopami..i uświadamiam sobie w jakiej nieświadomości była moja świadomość zanim uświadomiła sobie że czasami żaby zamieniają sie w księżniczki a jesień bywa śliczna nawet jeśli nie wiąże sie ze wspomnieniem….