…napisana niech będę


…niech do mnie mówi czasem ospale ale mówi….niech mówi jeszcze lub milczy ..może milczeć i słuchać i nawet gdy nie mówię niech słucha …gdy mówię niech słucha oczami….niech śledzi moje usta….niech mówi a ja będę słuchać wstrzymując powieki by nie przegapić żadnego słowa…aż łzy lekko zwilżą oczy szeroko na niego otwarte…

…niech pisze do mnie jakby mówił do siebie o wszystkim bezwstydnym ukrytym…

..niech czuje otwierając drzwi zapach mojego czekania….niech się zatrzyma ..niech zamknie oczy by spadający deszcz był przywołaniem mojej nagości na której śledził parujące krople…niech marzy że jestem dotykana a on z ukrycia nie dziwiąc się dotyka…

..niech… 

lunatykuję……

…bywam tak zmęczona że łzy same lekko wypływają z kącików przymrużonych oczu…bywam zamyślona spacerując w jasnym domu boso pomiędzy pięknymi rzeczami…..bywam w tym zamyśleniu spokojna…bywam lżejsza a zapach kawy jest najpiękniejszy w soboty…wciąż te same podróże do różowego nieba…wciąż te same sny o szklanych ścianach z widokiem na morze…a może z widokiem na obłoki i zygzaki letnich burz…taras z ciemnego drewna pachnie jak wilgotne skrzydła a ja się nie boję……ostatnio przywołuje przeszłość zapachami…zapachem chłodnego września…zapachem spadających liści….wiatru….zapachem mydła w kostce…szeleszczącej pościeli…przypominam sobie późne lato…lubię jesień….  

..miełeś być w okolicy..

na dobranoc całuje lekko śpiąca, lepkimi od miodu ustami i herbacianym oddechem….całuje przy lampce…..powieki szczypią troszkę zmęczeniem….a ja na białej pogniecionej koszuli odnajduje wspólny śmiech…