……deszcze meteorytów

…po kilkunastu latach uśpienia budze
sie do tajemnicy, do erotyzmu …przestałam szukać chociaz wcale
nie znalazłam….było we mnie od kiedy nosiłam czerwoną bluzkę z
obrazkiem z wyspy galapagos…odkąd on zsunął mi ja z jeszcze
niedojrzałych piersi…..

….poznaje nowe miejsce w którym
przyszło mi żyć….obok niego chociaż wcale nie
bliżej…nauczyłam sie już nie oglądać za
siebie…tańczyć…ulice stają sie krótsze, domy bardziej
znajome, ludzie mniej zajęci….kultywuje jazz na
starówce….zamyślenie idąc po kocich łbach i czekanie na
meteoryt….deszcz meteorytów..

…przeczytam tę książkę o której mówiłeś

..w objęciach człowieka czuję się
czasem jak duch…jak lekko nierzeczywista…wymyślona z młodości
i piersi do przytulania …do patrzenia na niespełnione marzenia…w
objęciach duchów zasypiam czasem…w jego dłoniach ukryta
moja nieumalowana twarz…

….chciałabym zmoczyć twoje
włosy…otworzyć przed tobą moje usta bez wstydu..położyć się
obok i słuchać..chciałabym móc Cie zatrzymać zrzucając z
siebie ręcznik a z ciebie okulary…