..żółty dom i rudy anioł

…nosiłam dziś atłasowa czerń i drewniane korale..w słońcu odbijały sie moje oczy szeroko otwarte i płaczące od środka…podniosłam raz głowe na widok szklanych wind …gubię sie i odnajduję w dziesięcioleciach, w mistach i snach…laura p. miała pokój czerwony ja mam żółty jak otaczająca schizofrenia…
…uciekam do krakowa, na peron, do słów i od nich uciekam , od  cudowności , która była w  każdym wspólnym oddechu…od cudowności które chociaz bardzo chciałam nie potrafiłam opisać…w mojej głowie brakowało na to słów, to jak opisywanie kanionu, który w rzeczywistości
zapiera dech w piersiach gdy stoi sie na jego krawędzi, czuje lęk i przestrzeń po zrobieniu zdjęcia jest jak tandetna
fototapeta..nie umiałam opisać nas w lutym, w marcu i w maju….
….teraz anioł mój z wątłymi mięśniami siedzi na parapecie, śmieje sie głośno i macha nogami, jego rude włosy  pojaśniały od lata a  mądrość  zgłupiała razem ze mną… ale jest tutaj ..je ze mną i spi i nie pozwala umierać tak od razu nie zobaczywszy nawiedzonego domu na mazurach……

…stochastyczny proces trzydziestolatki

..wszelkie znaki wskazują na
konieczność zamknięcia przeszłości…adrenalina i łzy ukrywane
pod biurkiem..już go niema..nie będzie……uczuciowa fluktuacja
miesza w duszy a niski poziom limfocytów w ciele….polubiłam
kanapki z serem, jajkiem i szprotkami…a cera dziękuje mi za trwałe
odizolowanie od knayu…nie dziękując za powrót do
marlboro….upije się dziś…napiszę jutro o tym jak płakałam…

..ostatni dom

…może ostatni raz jestem w tym miejscu, na tym krześle..na zwiniętym kocu w paski patrząc na czerwone wieże…może ostatni raz jestem w moim ostatnim domu….

…garderobiana

…sukienki maja zwyczaj się kurczyć,
oj niedobre sukienki niedobre ..nie mówiąc o spodniach
sprzedających na boku kawałki materiału z opaśnicy….. a i w
biodrach co nieco przehandlowały….miasto też się kurczy a stopy
dochodzą do siebie… ..tylko jego wciąż nie ma ….nie ma go
bardziej niż go nie było dawniej…boli mnie ta jego nieobecność….

..początki początkowej fazy poczatku

….piekę ciasto z Tori Amos a z Jagną palę na balkonie którego nie ma…tak codziennie na nowo odkrywam nie moje miasto i dostałam nauczkę by nie wracać ….by nie zapomnieć że chciałam zapomnieć …by nie zapomnieć że to ma być początek a nie kolejny etap niczego dobrego…..jest coraz jaśniej, dziś zapaliłam lampke na moim biurku…spersonalizowałam jesny mebel…dodałam mu nieco anielskiego tchnienia…. a w jedej z szuflad śpia moje buty….lato maluje moje nagie stopy i policzki uwolnione od pudru…