…bo..rzymka wieńczy dzień….

…napadem śmiechu chudej rudej skończyło sie podsłuchiwanie w autobusie o numerze pięćset siedem..no cóż, zawsze wiedziałm, że potrafie doprowadzić do totalnej konsternacji i osłupienia w iście kabaretowej konwencji słowotku twórczego….a teraz bob d. przekonuje mnie o ilosci dróg do przejścia, gór do pokonania, nie mówiąc o morzach….i pewnie znowu usnę z trudem pokonując ogromne zmęczenie……..
….. ale warto , czasami warto odwrócić życie do góry wszystkim, nie tylko nogami…..

…po drugiej stronie lustra

…kilka godzin włóczyłyśmy sie pomiędzy starymi kamienicami….odkrywałyśmy puste okna…tajemnicze ogrody…zaciemnione lecz nie straszne zaplecza starych domów…ulice którymi chciałoby sie codziennie wracać do domu…ogrody które chciałoby sie pielęgnować…marzyłam nie zamykając oczu..na jawie rysowałam prozaiczne szczęścia..słyszałam stukot zmęczonych obcasów..skrzpiącą kutą furtkę do mojego pięknego świata z cegieł i żółtego światła…z nią mogę marzyć i jeść lody, ciągnąć za rękaw gdy zoabcze drzwi pomalowane na niebiesko i setki anten nad strychem kurnika….

(śmiech)..dwóch młodych względnie przystojnych osobników robi nam zdjęcia…seryjnie w razie nieudanego ujęcia..
-Tak, w końcu jestęśmy na tym świecie najciekawszymi zabytkami...(nie zrozumieli ..uśmiechali sie )

..materiał na tomik…

…..fragment wiersza mówił o kobiecie która okładała męża
mrożonym mięsem na oczach współpasażerów tramwaju …drugi mówił o młodej
ciężarnej zdziwionej podarunkiem…chustą która znalazła się w jej dłoni….książka
w  mojej torebce opowiada o kobietach pogubionych,
prowokujących napotkanych mężczyzn, walczących o swoje związki dokonując
niekoniecznie słusznych wyborów…..moja książka byłaby o szaleństwie ukrytym w
nas od początku …o pierwszym dotyku, skradzionych minutach….o erotyzmie….o tym
jak bardzo go pragnę…bez przerwy od lat..

..moje urodziny

..gorzki smak rumu i anielski głos…a smutek wydaje sie bardziej kosmopolityczny niż mój upór i wściekłość…podświadomie przestaje godzić sie na substytuty…przestaje być idałem który nie pragnie niczego więcej niż zostało nazwane…
…chciałabym widzieć…patrzeć…jak wstaje słońce a ty patrzysz na mnie…chce zacałować zagryźć zakochać cie do nieprzytomności…

…kilka słów o przemijaniu i o nim

…codziennie zdarza mi się widzieć ludzi oderwanych od tego
świata w różny sposób…w obłędzie nabytym, przez piętno tragedii lub po prostu w
nadwrażliwości, w umiejętności postrzegania świata w sposób głębszy i bardziej
przenikliwy co niesie tylko smutek, nostalgie a w efekcie depresje, załamanie i
obłęd….zwykle zadaje sobie pytanie, czy ja też odejdę, czy zamknę się we
własnym umyśle tak bardzo że już nie będzie powrotu…

 

…jadłam dziś smaczne chrupiące oliwki,  lekko solone prażone migdały z puszki ukrytej
przez wścibskimi łapkami łakomych domowników, popiłam winem o głębokim
wytrawnym smaku z nuta jagód i pieprzu….jeśli ten mój obłędny świat ma zapasy
tych pyszności, zamykam się….

…..zabrałabym tylko jedną osobę, kogoś kogo pragnę tak
bardzo że już sama myśl o jego obecności sprawia że skóra nabrzmiewa pulsując a
każdy jego oddech zdaje się być słyszalny…

….jak bardzo można pragnąć by go dotykać, by całować każdy
skrawek skóry zataczając kółka językiem delektować się jego
namacalnością…chwilową obecnością…

 

…widziałeś mnie dziś bez sukienki, bez pudru na policzkach

…bardziej naga nie mogłam być, i ty nie możesz

…nie możesz mnie rozebrać piękniej niż w lutym, nie możesz

…patrzeć jak bardzo jestem twoja , jak nigdy niczyja nie byłam..

…otulona zapachem zielonej cherbaty pozwoliłam ci patrzeć,

 …patrzeć jak powieki
zaciskam a usta rozchylam bezwiednie, jak szyja unosi

…kołysze, opada i czeka aż wgryziesz się we mnie, otworzysz

…otworzysz otwarte uda, rozbierzesz do końca…obliżesz…

…ugryziesz….aż zniknę….

….pisałam wczoraj ale niechcący skasowałam…

…deszcz potargał mi włosy…łysa śpiewaczka przeniosła w przeszłość….jak dawniej z lokami na policzku i marzeniami o doskonałości mrużę oczy a rzęsami łaskocze okulary…zaczynam od kolejnego  początku…jak gałąź, która nie wie który liść narodził się pierwszy…mój anioł wziął znowu wolne- nie sprzeciwiałam sie, był ostatnio zapracowany….a ja zaskocze go po powrocie poukładanym zyciem….

..nieznośna lekkość zbliżeń…

…szumy, dźwięki, onomatopeje…po stopach przebiega sie lekki chłodny wiatr..zaspałam na spotkanie….na wbity w plecy.. z daleka przenikliwy wzrok…mój anioł wziął wolne, opala swe skrzydła na wyspach a ja spaceruje po linie, z zamkniętymi oczami, pomiędzy dziesiątym i piętnastym piętrem….

….w nieznośnej lekkości zbliżeń chodzi o to że w pętli dróg ekspresowych i autostrad minutami odlicza się seks w samochodzie a rozmowy planuje się po osiągnięciu wyznaczonego targetu..a gdy już znajdzie się kilka godzin pomiędzy nagraniem a zebraniem okazuje się że poprzednie uniesienia obiły delikwenta z wyższych uczuć…wyprały go z resztek przyzwoitego romantyzmu…chodzi tez o warstwy…jak cebula i shrek mamy na sobie konsumpcyjne i egoistyczne ubranka od których wcale nie jest cieplej…gromadząc dobra z metalu i plastiku a przecież dozgonne profity są tylko doZgonne i wgryzą się w ziemię i smiac sie będą z naszych nieudolnych prób bycia „szczęśliwym”, z deadline’u na macierzyństwo i terminarza na sierpniowe zbliżenie erotyczne….

…dzielna i naga…

….jeszcze czuje w ustach słony smak jego skóry….wraz z
oddechem połykam jego zapach a dreszcz lekko paraliżuje mi szuję na wspomnienie
tego popołudnia….pragnienie…ogromne pragnienie dotyku na chwile zaspokojone znowu
rośnie i przykrywa sen bezsennymi wyobrażeniami o kolejnym ukradzionym kawałku
czasu…jak ostrym nożem wykrojony z dnia dał mi rozkosz….idąc ulicą czułam
spojrzenia, jakbym była naga , jakby wszyscy widzieli w moich oczach jak bardzo
były przed chwilą zamknięte….jak gdyby mogli zobaczyć moje nagie i wijące się z
podniecenia stopy…wypełniłam się nim dzisiaj po brzegi…po purpurę…..

…sentymenty

….dziś rozmawiałam o zapachach…o tym jak pachnie dzieciństwo..czym jest cynamon i dlaczego rosół babci jest jedyny i niepowtarzalny..w pewnym momencie padło pytanie: czym pachnie miłość, twoja pierwsza miłość?…dla mnie jest spaloną sierpniową trawą…szkolnym korytarzem…zapachem makaronu z serem gdy czekałam aż pojawisz sie w drzwiach stołówki…miłość pachnie dojrzałym latem ….