…burza…moja pierwsza…

…co czuć gdy miłość wdziera się jak wiatr przez zamknięte okno..jak gałąź która z brzękiem tłucze grube szkło…budzisz się z przerażeniem…szybkim oddechem i kroplami deszczu na twarzy…gdy umierasz ze strachu widząc jak w mgnieniu oka zmieniło się twoje wnętrze…twoj azyl…patrzysz na ten spektakl nie odrywając dłoni od piersi …kosmyki włosów roznoszą zapach deszczu..wiatr dusi oddech a ty łkasz….ona jest jak skrzydła anioła które kruszą mury gdy idziesz zbyt wąską ścieżką…
…zaczynam rozumieć słonie w ich umieraniu…..

…zabij ze mną…

…na czworo dzielony blask ukradkiem odmienia codzienne mdłości…wieże wciąż te same nad dachami i poczucie zepsucia wciąż te same…bo jeśli on tego nie zrobi ja sie odważę…patrząc w lustro pozbylam się wątpliwości….czerwone plamy i ból w oczach, nie żałowałam kasy na wino…nie warto…..

…tajemniczy ogród

spędzilam dziś popołudnie z byłym kochankiem….rozmawialiśmy o snach, fascynacjach i ulubionych miejscach nad morzem…w pewnym momencie zastanawiałam sie dlaczego już nic mnie w nim nie pociąga…jak staje sie to że dawna facsynacja staje sie już tylko resztką wspomnień bez jakichkolwiek głębszych emocji w tle….
…było wiosennie, przyjemnie  i refleksyjnie, widzielliśmy rybaków cierpliwie wpatrzonych w taflę wody….pierwszy raz piłam mleczny napój bananowy który wręcz prosił sie o skręta i gwieździste niebo na suficie…
….od pewnego czasu drażnią mnie ubrania…reklamy i bezsilność….do szału dprowadza mnie brak informacji…brak zainteresowania…ignorancja….
…jestem kwiatem który potrzebuje wody…światła i ogrodnika……

…powrót

…spojrzenie na nagie piersi…wymknęły sie cenzurze spiętych koronek….nagie uda i światło  pod niebieskim kloszem…mieszanka wstydu i upojenia…a śniło mi sie że jestem matką….że małe bezbronne istnienie uśmiecha sie do mnie ufając bezgranicznie…

…trzynasta piosenka

….czy wybaczysz mi jeśli zostanę do popołudnia..jesli przejrzę twoje płyty…rozbiorę sie…wezmę prysznic…zatańcze …czy wybaczysz jesli bedę płakać pod prysznicem…..idę schodami na górę po cichu czując twój zapach….nie powinno mnie tu być …czy mi wybaczysz….jeśli zostanę do popołudnia…..możesz niedługo wrócic a mnie nie powinno tu być….czy wybaczysz mi że położyłam sie w twoim łóżku….czy wybaczysz mi kochanie że płaczę do popołudnia….bez pozwolenia… 

…teraz albo….za trzy tygodnie

…włosy mam w kolorze gorzkiej czekolady….skórę bladą i zieleńsze niż zwykle oczy….marznę w stopy i cierpię na bezsenność…powinam być spakowana a nadal nie odbieram telefonów…jem więcej niż w styczniu i oddaje kanapki napotkanym samotnym psom….pocieszam niepocieszonych zakopiańskich chłopców o słomkowych włosach…wracam myślami do niepotrzebnych sowich lat….nie jest dobrze…jest gorzej niż niedobrze…..ale włosy mam ladniejsze niż w lutym

…..