…deszczudżdżumojemu…

…dzis wyszłam nieumalowana… bez parasola … było mi ciepło…krople deszczu spływały z włosów na rozgrzaną szyje….przechodząc przez ulicę zwróciłam uwagę pasażera ciemnego kombi który najprawdopodobniej zaskoczony widokiem moknącej zamyślonej uśmiechnął sie i uniosł dłoń by mnie pozdrowić…uśmiechnęłam sie…potem jeszcze migdały i gruszki chociaż chciałam ser i oliwki…teraz troszkę żałuje bo naprawde miałam ochotę na oliwki….zielone maleństwa o wyrazistym smaku….lubie gdy bezszelstnie chrupią uwalniając lekko gorzkawy sok….
….pewnych rzeczy nie kocha sie od razu..trzeba do nich dojrzeć jak do wytrawnego wina…i kompromisu …jak do mrówek na plecach na ledwie wspomnienie o jego dotyku…
….jak do deszczu który lubie…już lubie….odkąd kojarzy mi sie z miastami gdzie jesteś….

..niech zginie noc..poranek..

…niechcący muzyka wdziera sie właściwymi słowami…przed chwila bałam sie że gubiłam moją srebrna obrączkę okalającą mój kciuk od lat..panika i strach że już nigdy nie bedzie tak samo…nie jestem silna ani  silniejsza…nie będę już pisać scenariuszy….i chciałabym mieć dzisiejszą odwagę jutro gdy życie moje rzucę po śniadaniu..  i śmiej sie człowieku i czekaj aż skrzydła o których nigdy nie marzyłeś dotkną Cię…upijam sie…codziennie…co wieczór…a ludzie patrzą na moje opanowanie z podziwem a ja patrzę na nich nie patrząc….i jestem już pewna że zabranie mi życia podarowałoby mi kilka minut władzy nad nie moim szczęściem….

..bezsennośc uzasadniona i już…

…czasami czytam blogi ludzi szczęśliwych , jak na przykład: żonamnieopierniczyła….blog.pl…czytam o odkurzaniu, rodzinnych obiadach..o za ciasnym garniturze po latach…czytam i wierzę nie wierząc..czytam i mam nadzieję tracąc ją całkowicie…jest we mnie ktoś kto uzupełnia jak puzzle moja niedoskonałość ..lepi mnie w obraz jak w tandetnym filmie gdzie kobieta gabarytów grubej berty jest doskonale piękna…i już nie wiem czy wierzyć czy zasnąć….bo jak opowiedzieć przyjaciółce że moim spelnieniem jest jego brak…jak wytłumaczyć sobie tęsknotę za każdym muśnięciem spojrzenia..za każdą namiastką normalności gdy ludzie obcy patrząc zazdroszczą niewymownego szczęscia a naszych oczach…gdy z dumą uciekam w moje słabości wiedząc że on mnie złapie..bo przy nim moge być kwiatem…
…i uciekam w muzykę tą samą która była ze mną w pociągu…która była tłem do zahira..tłem do kołaczącego serca..i pisze przy niej i zasypiam choć on jej nie zna..bo jest obrazem mojego czekania i jego oczu gdy patrzy na mnie po raz pierwszy po rozłące..i nie wiem czy można bardziej sie zatracić w drugiej osobie..bardziej niż gdyby była częścia mnie…smak jego pamiętam koniuszkami palców i zapach oddechem odtwarzam jak film….i mogłabym całą noc poświęcić na opis jego bliskości gdy powieki opadaja w zmęczeniu a aniołowie pozwalają nam zatrzymać czas dla siebie najpiękniej…

***

….zielony kolczyk i szept do ucha…i próbuje umieścić cie w standardzie szaleństwa…w małym obłędzie …w świetle …

…wiem że zrozumiesz…

When you can’t find the light
That got you through the cloudy days,
When the stars ain’t shinin’ bright,
You feel like you’ve lost your way,
When those candle lights of home,
Burn so very far away,
Well you got to let your soul shine,
Just like my daddy used to say.

He used to say soul shine,
It’s better than sunshine,
It’s better than moonshine,
Damn sure better than rain.
Hey now people don’t mind,
We all get this way sometimes,
Got to let your soul shine,
Shine ’till the break of day.

I grew up thinkin’ that I had it made,
Gonna make it on my own.
Life can take the strongest man,
Make him feel so alone.
Now and then I feel a cold wind,
Blowin’ through my achin’ bones,
I think back to what my daddy said,
He said „Boy, in the darkness before the dawn:”

Let your soul shine.
It’s better than sunshine,
It’s better than moonshine,
Damn sure better than rain.
Yeah now people don’t mind,
We all get this way sometimes,
Gotta let your soul shine,
Shine ’till the break of day.

Sometimes a man can feel this emptiness,
Like a woman has robbed him of his very soul.
A woman too, God knows, she can feel like this.
And when your little world seems cold,
You got to let your spirit take control.

Let you soul shine,
It’s better than sunshine,
It’s better than moonshine,
Damn sure better than rain.
Lord now people don’t mind,
We all get this way sometimes,
Gotta let your soul shine, Shine till the break of day.

Oh, it’s better than sunshine,
It’s better than moonshine,
Damn sure better than rain
Yeah now people don’t mind,
We all get this way sometimes,
Gotta let your soul shine,
Shine ’till the break of day.

..cd..

…a na koniec powiem że kocham..jak woda całująca oceanu wielkiego niech mnie opłynie …niech sie toczy…

..z oddali…

…i gubie wszystko ..maleje w oczach i blednie…posiadam jedną już…tylko jedną…… kocham Cie moj wrogu….i musisz mi pomóc….bliżej wyciągnąć kochane ręce….i szukać będe w Tobie ormiańskich mądrości…i szukać będę spokoju bez odpowiedzi…szukać będę barw płótna które utkałeś…i nie jesteś tymianek ni róża…i lubie gdy twe oczy zachodzą mgłą…

…zanurzcie mnie w nim po oczy…



…tysiące słów…i tylko kilka o nim..kilka prostych slów i jeden sen…sen który wiele lat temu powtarzał sie tak długo aż sie spełnił…
…..po tak długich miesiącach…po tak strasznej rozłące…jakie oczy masz mądre….jakie usta…więc to prawda więc jesteś ….istniejący jak życie …jak życie prawdziwy….myśli huczą i płoną…zimne palce swe kładę na twą głowe schyloną…
…kiedy cie moje oplotą sny…nie bój sie kochać….
…tęsknota nade mną szeleszcze..trąca mnie skrzydłem mewim…czy wciąż ta sama …nie wiem …i ściskam zimne złoto…
…mów do mnie jeszcze z oddali….niech głos twój płynie……lubie kiedy rozkosz wpija sie palcami drżącymi…gdy krótkim urywanym oddychsz oddechem….gdy szukasz ust…..i te chwile lubie gdy koło mnie wyczerpany leżysz nieprzytomnie….a myśl moja od ciebie wybiega w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata…..


…złodziejski proceder….

…wczoraj ukradłam pięćdziesiąt osiem minut..nie sama ..miałam równie niedoświadczonego acz uroczego wspólnika…zsynchronizowaliśmy zegarki i o umówionej godzinie spotkaliśmy sie tuz pod powierzchnią by wspolnie wyruszyć na akcję….kradlismy każdą minutę…na początku te które były łatwo dotępne …by w końcu dotrzeć na miejsce… ..do tych najbardziej niezwykłych….było bardzo gorąco…a my kradliśmy łapczywie minuta po minucie bo każda była bezcenna…..by nie pozwolić sie zdemaskować musielismy wracać ….udało nam sie skraść pięćdziesiąt osiem wspaniałych minut ….planujemy jednak skok na pradziwe miliony…może kiedyś sie uda…

…jeszcze raz nostalgicznie…

…życie miesza sie z fikcją…udaje a ja jestem mistrzynią ucieczek….częściej myśle o śmierci niż o życiu …..przykrywam twarz warstwą pudru…rzęsy oddzielam grafitową czernią nadając im niebiański kształt…..oplatam biodra ubraniem i spojrzeniem….z ironią siedząc przy barze drwie z zabłąkanych oczu….niszczę to czego bałam sie siedząc na drewnianej ławce….
…dzis wracam do Krakowa…..do każdej minuty która pachniała…która jak film oczarowuje doskonałością ujęć….do drgań i dźwięków…do smaku kawy…do zdziwienia i legendy….chwilami było mi zimno ale nie na tyle by okryć sie czymś poza jego spojrzeniem….