…moja wigilia

….sama ale nie bardziej niż zwykle …otulona małym niemoim domem jestem ze sobą i jest dobrze..sa świece i zapach cynamonowy…szkoda tylko że nie ma śniegu który wyciągnął by mnie na dlugi spacer po pustych ulicach….

..sztuczne drzewko..

…milczenie czasem sprawia że myśli wydobywaja sie z ust jak rozmowa…że czekanie jest jak podglądanie samego siebie…snując sie po mieszkaniu znalazłam choinkę ..sztuczna ..taka której nigdy nie chiałam ale i tak ja ubiore…z nudów…z potrzeby wypełnienia pustki po nieodebranych połączeniach…

…taki tam poranek pięknie szary..

….wyspana, z mokrymi wlosami i lakierem na paznokciach szukam siebie w tym szarym grudniu…spełniło sie marzenie o spokoju…o bezpieczeństwie …wreszcie tęsknić moge za pierdołami …za szmitim chociaż nigdy mnie nie pocałował…za lodami bakaliowymi na które jestem uczulona…za rozmiarem 36…za tym wszytskim co nie jest ważne gdy jest tylko strach…i jeszcze dziś kupie troche smakołyków i wyszoruje parapety by oglądając świecące szczęścia nie pobrudzić łokci….

…Brücke zwischen heute und gestern..

…a dzis Helcia mi powiedziala że jej synek za trzy miesiące zobaczy na własne oczy ten nasz piękny świat i że to piękne tak na to czekać chociaż sie tego nie planowało…dziś i wczoraj i przez ostani tydzien internet jest moim mostem pomiędzy dziś a lata temu ..na szczęście z tymi piękniejszymi ..tymi o których chce pamiętać..taka podróż do ludzi i miejsc, które oglądałam innymi oczami…z zachwytem ..z naiwnością…

….fajna ta delegacja…:))

……byłam tam i widziałam w oknach tysiące świecących tęcz ..zapach wina i migdałów przypominał mi minione szanse i zakurzone miejsca….a szmiti był i tylko sie usmiechał..szliśmy wąską adwentową aleją a słowa bez trudu malowały nas…szkoda że tak krótko ..że bez szans na więcej…teraz gdy go słysze jest zawsze cieplej….