…agrest..

…niebiesko czarny zapach soboty zadomowił się na fotelu i jeszcze tylko delikatnie muska mnie wspomnieniami….pogubiłam się ..pogubiłam się wśród tysiąca słońc….blednę i więdnę bez niego…bez mojego ogrodu na wsi….takiego z agrestem….

…ze snu

…czy pokonując tysiąc trzysta dwadzieścia jeden kroków będę mogła musnąć jego dłoń…a może cierpliwość rodzi się bez bólu tylko zimą …już nawet myślę o nim po cichu ..fioletowo….nie mam ostatnio czasu by ubrać w słowa to co się wydarza…rodzi się i kiełkuje tak zwyczajnie….tak jak śniło mi się poprzedniego lata…

…odejśc chcę

….znowu prosiłam by mnie stąd zabrał…i wiem że inni mają gorzej i że dzieci głodują…wiem ..i mimo to chciałabym juz odejść ..tam gdzie sen spotkał sie z jawą a szczęście nie ma rozmiaru 36…..