..przyznaje sie

…..ciemność była przed naszymi oczami …mrok w oczach o świcie bez siebie…teraz iskierka zlepia chore od wiatru usta…drżeniem rąk rozgrzewa skórę ..jest realny ….nie wymyślony ze snu …zmęczony i głodny czasem śpiący…tylko jest mnie kawałek w nim…część mojej twarzy odbita na jego policzku…najbliżej przy nim chociaż daleko od rąk…
…zwyczajnie motyle lataja w brzuchu…zwyczajnie czekam na jego przyjście…zwyczajnie tęsknię ogromnie o świcie i przed snem…zwyczajnie rumieni się moje serce…tak zwyczajnie…tak po ludzku…sobotami pije kawę razem z nim…..

…paintig…

…możność swobodnego oddechu nie jest mi dana …jeszcze nie …jeszcze strach ściska gardło i kłuje w środku ale już mniej…już czuję powiew ….jego obecność sprawia że obrazy przed moimi oczami pełne szaleństwa zamieniają się w bańki mydlane …..czas i słowa na które czeka się nawet nie czekając …podświadomie marzymy o ciepłym spojrzeniu w którym SA wszystkie kolory tego świata …on maluje mnie na tęczowo…na nieziemsko niebiesko…z lśnieniem świeżej farby….. z zapachem terpentyny…z zapachem tworzenia czegoś co ludzie nazywają miłością….

..jetstem kawałkiem podłogi..

….trudne pytania i jeszcze trudniejsze braki odpowiedzi…czas walki o życie trwa chociaż czasem jest już coraz bliżej kapitulacji…myśl o tym że jeszcze kiedyś będzie normalnie ..dzięki niemu będzie normalnie daje mi sen i przebudzenie..
…najtrudniejsze i najpiękniejsze dni ..bo z nim…bo bez niego..

..cavesoyk..

….wierze że istnieją anioły nie dotykając ich skrzydeł…swą mocą prowadzą mnie …..
….jak kwiat nektarem wabię je modlitwą…w uszach brzmi niski głos przejęty melodią o mnie… o aniołach …o dniu gdy zwątpienie powala na kolana…plącze włosy w lamencie trzymając pustkę w ramionach….o świecy której płomień nie powinien nigdy zgasnąć…a wiatr przemykając między palcami kładzie mu kres…..o śnie spokojnym…..
……pamiętam biało-czerwoną sukienkę i chłód rosy na małych stópkach….pamiętam kochające oczy mamy łapiącej mnie w dłonie by kamyki nie poraniły mi nagich kolan……..pamiętam lipcowe słońce i kolorową niekończącą się opowieść……pamiętam tysiące świateł w małych okienkach od których kręciło się w głowie…zapach niedzielnego obiadu…zapach pszczelich domów ..zapach dymu i miodu….
…..rozmawiałam z nim wtedy każdego dnia…..już wtedy nikt nie potrafił zrozumieć mojego języka…

..świstak i spólka…

….słońce wdzierało się przez zielone żaluzje zmazując resztki snu ze zmęczonej twarzy….oddech wczorajszym wieczornym powietrzem kazał bez oddechu pochłonąć kilka szklanek zimnej wody…ze szczypiącym gardłem i grymasem ust otuliłam się codziennością ubrania ….droga była jak zwykle pełna ignorantów i moherów śpieszących do hali mięsnej…wypełniona złością na kompleksy szarego miasta….żadnych dobry wiadomości…same żądania…same minusy pokazały się około czterdzieści centymetrów od moich oczu na dziewiętnastocalowym monitorze…poranna mantra zakończona ciężkim lądowaniem na nowym fotelu z drewnianymi oparciami i o niezidentyfikowanym kolorze pomiędzy śliwka a szarością ……jedna godzina otwartych oczu potrafi wymazać wspomnienie wczorajszego złudzenia ….złudzenia że pojawił się człowiek który zmieni moją szarość l…..

..cień z cienia…

….jeszcze dziś…. sprzedałabym wszystko co mam, każdy drobiazg oddałabym żeby uwolnić się od tego co jest….żeby zacząć z nim jak należy…….
…..nie bałam się usiąść późnym wieczorem na ciemnej ławce otoczonej chłodem…było mi ciepło mimo zmarzniętych dłoni….teraz jest strach…jest ból który otumania…jest też cień cienia nadziei że to ciepło zostanie na dłużej…

..nibylandia…

..słowa od których źrenice uciekają w nieskończoność oczu a ciepło napływa wbrew logice po czubki palców…usłyszałam jak przez sen prawie nieprawdziwie….przez mrok mówił cicho ale wyraźnie dotykając dźwiękiem i magią…..zatrzymałabym jego palce na dłużej na teraz…na jutro…zatrzymałabym każdy dotyk i słowo na teraz ..na dziś…
…na sierpień w słońcu w gwiazdach spadających na nas…..jak spadło na mnie to piękno….

..poduszkolandia…

..uwielbiam zatapiać w moim świecie ciepłych poduszek…ciemnego pokoju i cichej muzyki…zamykać oczy przywołując lekko senne wyobrażenia życia łatwiejszego i piękniejszego od tego które widzę każdego dnia….
…mruczeniem daję wyraz chwilowej błogości….a gdyby tak już nie wracać z poduszkolandji ..gdyby nie wysuwać rozgrzanej stopy spod pachnącej orientem kołderki…nie odbierać żadnych telefonów…..nie otwierać zaspanych oczu a wciąż tworzyć obrazy szczęśliwości…….mruczeć tylko i oddychać spokojem….

***

…razem z nim rzucam nałóg….ja wiem że on rzucił ..on nie wie że ja mu towarzysze….takie bycie wspólne bez obecności…momentano nieprytomna w jego światku myślę o tym jak wytrwać w postanowieniu podczas kolejnego posiedzenia pod dachem…..wniosek nasuwa się więc sam….czeka mnie wiele domowych wieczorów…może przyjdzie sen…może skończę anielski tryptyk…może bez jego śmiechu na nowo przestanę słodzić kawę…a moje uzależnienie od popcornu urośnie w siłę….

**purpurowo..

….z każdym cudzym uwielbieniem przychodzi jego obecność…uśmiecham się poprzez własne zdziwienie dla spokoju który przynosi mi każda myśl o nim…z czerwienią na policzkach…..tym razem bez zawahania wymazałam ślady…pożegnałam się na jakiś czas…ostatnie tygodnie były odpowiedzią…i chociaż nie jest ona taka jaką chciałabym usłyszeć przyniosła ulgę….niepewność i spacer po omacku nieustannie mąciły mi sen….
…..teraz też nie śpię ale już inaczej…..już tylko przez samą siebie…..

..pamięć namaluje nowego anioła..
…o twarzy bliskiego człowieka..
..da mu imię i czas…
…pozwoli nie krzyczeć ni kląć
…namaluje mu miejsce we śnie
…na purpurowym moim niebie….