neverending story

….aleja aniołów otworzyła wrota.. ….szerokie jak księżyc świecący nad starą farbiarnią..
…wtedy w maju…bosa stopą dotykam chłodnych kamieni…..każde spojrzenie wstecz zmyję pył i powali na zawsze w ciszę….

kalita

…odgaduję swoją przeszłość gdy mnie jeszcze nie było …gdy byłam jedynie zamysłem… czyjąś nieodgadnioną przyszłością.. ….pukam do głuchych drzwi zapomnianych staruszków..
….odnajduję mroki i cienie……wierność i miłość…utonęłam dziś w rosyjskich opowieściach…

..do dna mała

….ilość skonsumowanych ciał i umysłów rosła w zastraszającym tempie a w jej głowie rodziły się plany na kolejna inwazję…
…..klucz. ….zamek…światło…cień…pomalutku.. …coraz szybciej..
…coraz bardziej bezmyślne…mechaniczne nieorgazmy zmęczonego niesnu…hedonizm czy rozpacz…egocentryzm czy dziwactwo…dziwactwo czy obłęd…całowała nie chcąc całować… z potrzeby rozgrzania zastygłych warg….z zamkniętymi oczami by go nie widzieć …gwałciła siebie nie krzycząc..
..teraz jest on chociaż go nie ma… strażnik jej szaleństwa….. kieliszek i chleb…

…rêvasserie

…..mleko wylane z anielskich stołów zabrało świt…słodkim dotknięciem zakręca staranie uczesane kosmyki…lekko uniesione kąciki warg zdradzają rozmarzenie…
….rzeczywistość miesza się z filmowym wymyśleniem pierwszych fascynacji…strach przed europejskim zamiłowaniem do antyhappyendow…przed polskim niszczeniem wszystkiego co piękne na rzec użalania się nad losem wiecznie uciśnionych….
…mój los spisuje anioł co mleko rozlał …co zasnął gdy rodziło się życie….co zabiera mi sznur i ciepłym oddechem kładzie się na moich piersiach gdy uciekam w śmierć ….mój anioł znów był jego dłońmi ..jego oczami i zapachem niedzieli…znów pozwolił mi zabrać się do domu…

**przed zaśnięciem po śnie….

..nie mogę nie myśleć o nim piękniej niż przez sen..
…parawan z muślin utkany…wyrzeźbiony z uśmiechu pomiędzy słowem a dotknięciem onieśmielonej i rozgrzanej świeżością skóry…zasłania strach mgiełką lekką jak jedwab ..chustą chroniąca nagie ramiona…
..pamiętam przymknięte od śmiechu powieki…. zmarszczki które kiedyś w lustrzanym odbiciu opowiedzą każdą chwilę z dokładnością do nocy spędzonej niewyraźnie przez sen przerywany czułym poruszeniem….
…dobra noc ..

zielony koc i jasminum

..odarta z narkotycznego uniesienia chce spać.. ….zamknąć chwilową naiwność w puszce i podrzucić zazdrosnym wtedy oczom…..
….przykryć ciało miękkim wspomnieniem…
….różowe policzki osuszyć chłodem ..pomalować na blado…
…zapomnieć smak truskawkowej aury…dzień zrównany z nocą przelać na konto minionych historii…
…dobranoc skończony dżentelmenie…

żeby odejść bez siebie też trzeba się spotkać

…..w kieszeni spokojnie gnieżdżą się jeszcze dobrze nie obejrzane bilety do teatru…
….dreszczyk niepokoju czy zdążę na dzisiejszy pokaz kina niezależnego…
….zamykam drzwi na trzecim piętrze od zewnątrz …na długo…
…na czas stęsknienia skończonych dżentelmenów…
…wychodzę do siebie na nowo.. malując usta czerwienią którą i tak przykryje noc…

żarówka…

..dziś nagie rzęsy ..kosmyki bezwolnie opadające na szyję w nieładzie…zapach wilgotnego powietrza powoli niszczącego barki i kolana…
…..przebudzona z trudem zawisłam w czasie jesieni…myślę o dłoniach których nie ma …o gorącym mleku.. o wielu małych rzeczach które jak drabinka małymi kroczkami wydostaną mnie z ciemnej głębokiej wyrwy gdzie nie ma nic prócz echa do złudzenia powtarzającego mój smutek….
…rzeczy małe ..ludzie mali wielcy…..milczenie z wyrazem…przyjacielski uśmiech dziękujący za moją obecność….
…..dobranoc Johny…

my shadow

przedziwny dziś dzień nieprawdaż…taki złowieszczy tajemniczy…na przemian ciemne ciężkie chmury przykrywają całe niebo..świeci słońca..pada deszcz lub śnieg…jakby cały rok miał trwać dobę ..jak filmowe przyspieszenie akcji dotarcia do zmierzchu…pierwszy raz od miesięcy jajadłam dziś pomarańcze..ich zapach opanował cały pokój na wiele godzin a smak przypomniał miłe rzeczy….dziwny jest ten dzień

pod parasolem…

..czas złapać powietrze ..ścisnąć mocno zziębniętymi dłońmi zacząć oddychać jak nigdy dotąd świadomie…budząc się czuć zapach parzonej kawy ..czas odnaleźć nie szukając zgubiony po drodze skrawek godności …
….zieleń znika wraz z podmuchem zabierającym złote liście..
…. deszcz kołysze powietrzem ..razem z wiatrem opowiadają historię kolejnej jesieni..
….czas aby się zatrzymać nie drąc na sobie szat..
…tylko te czarne ubrania mogą zostać…