miasto w mroku

…jak się nie bać gdy życie uzbroiło mnie się w miliony przerażających myśli…
…jednym dmuchnięciem zapale świeczkę w moim domu , śmiałym spojrzeniem zasłonię okna, odrywając się od ziemi zatańczę do muzyki, która szmerem wydobędzie się ze ścian…
..może wtedy odejdą demony ze strachu przede mną demoniczną, w popłochu uciekając zdepczą kilku wrogów…
…dni jak ten napełniają mrokiem , przyjemnym smutkiem , sentymentem..
….budzą dobre wspomnienia o zwykłych ludziach , o wspólnych wakacjach , które już się nigdy nie powtórzą o jej śmiechu i zapachu ciasta….
…dni jak ten napełniają płuca mroźnym powietrzem i każą na chwile zamilknąć….

naprawde nie dzieje sie nic..

…niebo ma dziś kolor pięknych wspomnień a słońce wyciska łzy ze zmęczonych oczu…
…nic się nie stało, nie umarłam, nie wyjechałam, nie dostałam podwyżki, nie kupiłam butów…
…wciąż uwielbiam wieczory i noce za nieznośną lekkość bytu, kawę z mlekiem za aromat i nostalgię, ludzi bo to oni dają mi siłę ….
Would you forgive me love if I dance in your shower?
Would you forgive me love if I laid in your bed?
Would you forgive me love if I stay all afternoon?
…(A.M.)

-nic nie czuje.

..czas powrotu na ziemię był rekordowo krótki i trwał jedno zdanie…
..tak wiem, powinnam była być na to gotowa ale przecież do tego nie można się przyzwyczaić mimo ciągłej repety….
….poczułam dotyk słowa , które otworzyło nie gojącą się ranę..
….unoszę się nad ziemią obojętności i bólu, poezji i wulgarności…
..słońce muska załzawione cicho oczy, odbija się blaskiem w świeżo umytych włosach..
…nie naprawie świata, nawet tego mojego małego, nie potrafię…

’this could be heaven…

..tak bardzo chciałoby się czasem nie budzić ze złudzeń i zatrzymać to co pozorne na trwałe …na szczęście wiem, że to nie działa, że tylko na chwile daje uczucia, które nie jest prawdziwe…
..jedyne czego nie chce się wyzbywać to wspomnienia o nim, że jego dłonie były takie ciepłe…
…. że znalazł dla mnie piękny akompaniament do snu..
…. że rozmowa toczyła się wolnym a jednak syczącym strumieniem, że uczyliśmy się siebie na pamięć ale nie do końca aby zawsze było coś nowego…
…..że wtedy był i żadne z nas tego nie żałuje ….
…sentymentalnie i ciepło jest dziś w mojej głowie…
…. pomalowane słońcem chodniki zapraszają na jesienny spacer , na chwile z ogniem w rudych włosach….

to beer or not to be…

…trzecia kawa wylała się rumieńcem na policzkach a powieki wciąż ciężkie … tysiące myśli … o strachu , o nich, o ucieczkach i powrotach… ..sen o życiu …
…inwazja zaborczości odpycha mnie z powrotem do szklanego klosza….
… nieartystyczny bałagan w mojej głowie hamuje każdą próbę stworzenia obrazu ..jestem trzęsącą się galaretą myśli z szeroko otwartymi oczami i zdziwieniem na każde odwzajemnienie….
…nie chcę i chcę znowu utopić drżące ręce w promilach … w czyimś miłym bełkocie obok…

tylko aż przyjaźń…

..tamten co udaje że się nic nie stało niech …..wiecie co…i sprzedawcę ołówków też mam w „głębokim” poważaniu….
….a z nim choć nie dzwoni mogę być blisko…bo
….uwielbiam jak na mnie patrzy…hmm
…. bo poprosił tylko żebym niczego nie oczekiwała, i dobrze bo szczerze bo tak jak ja chce…
…wystarcza mi jego głos, sposób w jaki mówi do mnie, że się cieszy że jestem…
…rozmowy, paplanina, milczenia, śpiew…szacunek..

sugar & spice

…nabalsamuję dziś swoja duszę piękną muzyką w pięknym towarzystwie… na chwile znajdę się tam gdzie dźwięki malują najpiękniejsze obrazy…
….cieszę się każdą chwilą zapomnienia…
….cieszą mnie ludzie którzy zmywają na chwilę smutek z mojej twarzy….
…mężczyźni zatopieni w moich oczach, w niewinnym flircie…..
….zadziwiające fascynacje rodzące się w oparach słów mimo powierzchowności budzącej od zawsze niechęć…
…śpiew przerywany żartem i drinkiem o egzotycznej nazwie…
….cieszy mnie wieczór i cieszy mnie noc…

samotnie samotniej sam….

..to jest mój sen, moja jawa o nieistnieniu….chłód stetoskopu, zimny ton doświadczonego lekarza…codzienność zaczyna męczyć strachem i samotnością … i mówię sobie dość , mówię za cicho bo słów nie słyszę ani ja ani nikt kto mógłby coś zmienić…tylko magia przypadkowych nocy daje zapomnieć o drętwieniu…ile trzeba mieć wiary żeby wystarczyło jeszcze na dziś wieczór…??..przecież wszystko może się zmienić w mgnieniu oka, w sekundzie , w spojrzeniu …dziś rodzą się i umierają moje małe nadzieje….

…sundaynightfragrance

….mokry asfalt pachniał już nocą a taksówkarz bez słowa wydał resztę…bez cienia obaw wiedziona nie tylko ciekawością ale i ogromną chęcią bycia nie samą szłam przy nim po starych schodach muśniętych jedynie światłem zakurzonej żarówki…
…..stare domy przesiąknięte są zapachem lat, zapachem zapomnianych historii…
….zanurzyłam się w ciepłej wodzie pachnącej lasem.. ..wilgotne włosy o zapachu jałowca oddychały na jego skórze poruszane palcami… zasnęłam jak dziecko …
…mało słów, dużo mroku starego uczucia bycia przy kimś blisko, bardzo blisko..

pif paf

…rozpieszczona słońcem i ucieczkami do raju cierpię podwójnie smagana deszczem i depresją..
…czas smutku ma swój czas w szarości i bezsenności…i gdyby nie ogrom trudności stan ten byłby na swój sposób piękny i refleksyjny…
….jesień budzi wspomnienia z czasu gdy budowałam swój świat na nowo, wspomnienia muzyki, ludzi i czułości …patrząc na zimne zmoknięte neony chciałoby się wrócić do ciepłych ramion…
…. śpię tak nie śpiąc i śniąc o śnie spokojnym…