Tough Enough

..przyjazny łomot mięśnia sercowego towarzyszy mi od wczorajszego wieczoru…z uporem maniaka próbuje wytłumaczyć sobie że to przecież nic wielkiego, że to po prostu weekend na mazurach … odpowiednie nastawienie jest przecież gwarancją braku rozczarowania….
….niczego więc nie oczekuję i cieszę się że go zobaczę, że będę w ukochanym miejscu….

kambek*

…wracam duchem i ciałem do miejskich przyzwyczajeń ….obracam nową miłość w żart…
…przy 3 butelkach wina i w dobrym towarzystwie opowiem że nigdy nie jest pięknie a zawsze – było…
…….z przymrużeniem oka popłaczę nad mym biednym losem i wakacyjnym romansem…
…….. w końcu każda okazja jest dobra by urwać się wcześniej z pracy i w świetnie znajomej atmosferze jeszcze raz opowiedzieć o pięknie minionych dni….

totalna magia….

..czasami chęci nie wystarczą żeby opisać pewne rzeczy.. bo jak opisać totalne zakochanie ? ..tak zakochałam się..
… zakochałam na maxa :))….. w burzy po zmierzchu.,.. w zapachu wody……
……. w wietrze siejącym zamęt na mojej głowie….
……. w jego bardzo ciemnych oczach,..w oszczędnych słowach i ukradzionych dotykach między snem a przebudzeniem…
…………zakochałam się w byciu kobietą, w zapachu gotujących się gołąbków…
…. w „the wall” pink floydów….., w marzeniu bycia przy nim już zawsze …i choć nie będę to jest piękne i warte rozmarzenia,

smacznego

…ptasie mleczko jest dobre bo jest dobre i dostałam je w prezencie ….
… pierwsze założenie jednak było takie że powędruje dalej podarowane komuś tym razem przeze mnie jednak wczorajszego popołudnia głód doskwierał mi tak bardzo że nie powstrzymałam się od rozpieczętowania pieczołowicie zapakowanego pudełeczka z rozkoszną zawartością ( na samą myśl ślinka leci..)……
……. i w taki oto sposób uspokojona wczorajszymi wyrzutami sumienia bo przecież z tego samego powodu dwa razy nie można ich mieć kończę właśnie opakowanie tych jakże smacznych czekoladowych maleństw…
……….a to wszystko dlatego iż i tak od urodzenia mam krótsze i grubsze nogi niż Heidi Klum, więcej fałdek niż moja instruktorka tae-bo i nigdy nie nosiłam rozmiaru 34 i raczej już nosić nie będę , bo i owszem zdarzał się 36-ty ale to też już stare czasy……
……………bo w końcu od 450 g (tyle mieści opakowanie ) nie przytyje pięciu kilogramów a dopiero wówczas miałabym powód do zmartwień ( czyt. skąd mam wziąć kase na nowe ciuchy bo w stare się nie mieszczę ?!)…
……………….. wniosek nasuwa się sam : ptasie mleczko jest dobre i tyle…smacznego więc życzę sobie i wszystkim sterroryzowanym wychudzonym kanonem piękna bardzo normalnym kobietom…….

tyci

…małe bywa czasem bardzo piękne a zwłaszcza mali ludzie…i małe spotkanie w małych miejscach i budzą się z tego duże wspomnienia …

rainwoman

..jest coś magicznego w deszczu …stwarza klimat spokoju i nostalgii.. oddziela niewidzialnym murem mnie i resztę świata…popijam aromatyczną kawę i staram się poukładać stertę papierów na biurku…spokojnie i bez pośpiechu …deszcz sprawia że czas zwalnia a głos nieco cichnie…MÓJ TELEFON MILCZY….coraz rzadziej słyszę dźwięk nadejścia wiadomości…wrażenie jakbym pomału odchodziła a moje ślady zacierają się powoli…
…mam nadzieję że jednak cos się jeszcze wydarzy, może dziś….

StoneStory

Kiedyś ten wiersz kojarzył mi się z mądrością mojej mamy , teraz kojarzy mi się zupełnie z czymś innym…..

Kamyk jest stworzeniem
Doskonałym
Równym samemu sobie
Pilnujący swych granic

Wypełniony dokładnie
Kamiennym sensem

O zapachu który niczego nie przypomina
Niczego nie płoszy nie budzi pożądania

Jego zapał i chłód
Są słuszne i pełne godności

Czuję ciężki wyrzut
Kiedy go trzymam w dłoni
I ciało jego szlachetne
Przenika fałszywe ciepło

-Kamyki nie dają się oswoić
do końca będą na nas patrzeć
okiem spokojnym bardzo jasnym

(Zbigniew Herbert)