na scenie..

..ostatni tydzień to wulkan zdarzeń i emocji , od strachu i bólu po euforyczne chwile szczęścia
….kilka dni oderwanych od kalendarza, czasem bardzo głośnych , czasem przepełnionych cichymi spojrzeniami, nowi ludzie i starzy na nowo poznani…..teatr, po prostu teatr z parkiem w tle..

ps. ide za chwilę do szpitala i pozwole im zaglądać do mojej głowy…no cóż..

na smutki mortadela

..obraz prawie gotowy z anielska pomocą, a i nad strojem przestałam się zastanawiać….przestało być ważne …..

…bardzo źle spałam , właściwie to nie spałam ..zastanawiam się dlaczego zdarzają mi się tak okropne ataki paniki…kim jest ten, który kradnie mi spokój i sen gdy staram się o nie dbać…

…sprzeczności, paradoksy, jakbym już na nic nie miała wpływu… a przecież właśnie wczoraj dowiedziałam się o sobie tak wiele…

…mam nadzieje że dwa plastry mortadeli z warzywami nieco złagodzi ten stan…..

-szczęście poproszę ale już!!!

..waniliowe niebo..
..mam już tylko 2 dni na namalowanie obrazu a nie mam jeszcze nawet terpentyny nie mówiąc o płótnie… w sobotę jest ślub moich przyjaciół, z kompletu stroju wieczorowego mam jedynie buty…

..odlatuje gdzieś myślami patrzą na piękne waniliowe niebo, idąc krokiem spacerowym jak nigdy, odurzona życiem …
…kolory nie są jednolite a życie ma nieskończoną ilość barw….

..wczoraj byłam na urodzinach siedmiolatka, już od progu krzyczał
– Prezent poproszę!!.. tym samym uniknęliśmy nudnych życzeń…
… czy tylko dzieci są szczere i mówią otwarcie czego chcą….

retrospekcje

…staram się niczego nie żałować wbrew temu co czasami odczuwam.. dziś jest kolejny dzień kiedy dowiaduje się że były to mimo wszystko słuszne decyzje…
.. jak w takim razie znaleźć sposób na cierpliwe czekanie na cud..
..bardzo mi brakuje oczu we mnie wpatrzonych z miłością, proszę Boga o cierpliwość…

małe przyjemności

…przecież moja codzienność nie jest tylko smutna, bywa tez interesująca, wesoła, podniecająca…została jedynie zdominowana strachem i smutkiem…
..samej sobie czas powiedzieć DOŚĆ ..
..dziś na przykład po raz pierwszy w tym roku jadłam czereśnie i arbuza a to z całą pewnością coś bardzo przyjemnego…
…zanurzam się w dziś tych małych przyjemnościach, uśmiechach, smakach i melodiach…

A patchwork quilt of a life

Twarze , osoby, obrazy
Z dalszej i bliższej przeszłości
Obrączki na palcach byłych miłości
Zawody zdrady rozwody
Przypadkowe spotkania
W przypadkowych miejscach
Rozczarowania i niespodzianki
Na co dzień bez zapowiedzi

Układanka kolejnych dni, nie do przewidzenia budząca nostalgię i głębokie westchnienia.
Coraz częściej bywam nieobecna i zamyślona. Wkurzją mnie efekty tych przemyśleń, odłożone projekty w pracy, kurz w domu i pranie wiszące na balkonie ( na szczęście zadaszonym) od 4 dni, portret Al.’a nie skończony od tygodnia…..oraz te ciągłe obżarstwo jak w filmach czyli depresyjne niekontrolowane wcinanie lodów, owoców, chipsów i wszystkiego co jest akurat w lodówce.
Czasami myślę że to przez tę pogodę, przez brak słońca i ciepła ( oprócz kołdry przykrywają mnie również dwa ciepłe koce )
Gdyby nie Charlie byłoby zdecydowanie trudniej znieść ten chłód….

bez zobowiązań

..moi kochankowie w jednej murami ograniczonej muzycznej przestrzeni, ich kobiety obecne-nieobecne, ich muzyka różna-podobna, jeszcze spojrzenie widza, który z pogarda , z boku zerka na ironię….
…stwarzam siebie zimną, śmiejąc się sztucznie do uczuć zignorowanych, do mojej naiwności, podoba mi się ta władza i bezsilność….
….kochankowie wychodzą przed północą , cicho zamykając za sobą drzwi…

no entry

..długo szukałam słów, a nawet myśli się pogubiły, drażni mnie moja bezradność i tchórzostwo, boje się o siebie ..
..nastrój zmienny jak aura za oknem , w strugach deszczu najpierw marznę by po godzinie cieszyć się ciepłymi promieniami słońca , ten deszcz jak łzy – pojawiają się równie często..
..łapie każdą chwile która może przynieść odrobinę radości, wyciskam jak cytrynę, usiłuje nie tęsknić …udaje mi się z dnia na dzień coraz lepiej nie czuć nic…