serca kołatanie..

….zwykły dzień, który zaczął się od przykrej wiadomości nagle stał się wyjątkowy…propozycja awansu, spotkanie z jednym z najbardziej fascynujących facetów jakich znam…
…mętlik w głowie miesza się z podnieceniem, może to moje monotonne życie z namiastką wzniosłości zmieni się w końcu na lepsze…

…przyzwyczajam sie do jego obecności..czerpie małe radości … tylko czasem powraca myśl o mojej roli.. nie zmieniła sie przecież…

miłość i kamień

…miłość rodzi się na torach kolejowych a kamienie mają duszę ,proszą byś je wybrał i zafundował podróż…
..miło jest uśmiechać się na wspomnienie wczorajszego dnia, wieczoru, nocy..
..jest gdzieś taki moment, który nie pozwala zapomnieć i czyni chwile wyjątkowymi, moment gdy nie myśli się o niczym prócz zapachu kolejnego wypowiedzianego słowa…
..czasem dziwi mnie moja własna spontaniczność…dziwi ale i cieszy…

za dużo by to opisać …

…lubię ten moment gdy już nikogo w biurze nie ma , mogę myśleć głośno i bez skrępowania …dziś myślę o nim, czy kiedykolwiek się pojawi, jaki jest, a może go po prostu nie ma..
..czasami myślę ze to przez mój smutek, przez tamtą chorą miłość..
..powroty bezpowrotne do wspomnień …
… krzyczy milczeniem to moje serce…

ps. Charlie sprawia że się śmieje i nie spędzam każdego wieczoru w pubie… to chyba dobrze ..

..i stanie sie tak..

..chwila wyrwana gdzieś pomiędzy sygnałem telefonu i setką pytań do.. spędzona na spacerze po skapanym w słońcu mieście, rozkopane ulice, krzywe chodniki, tłumy nicnierobiącychcałymidniami zakupowiczek…
..a jednak miło jest wtopić się w to miejsko-małomiasteczkowe życie, przy ratuszu cudnie pachną kasztany….
..pasmo ciekawych i poruszających zdarzeń natchnęło mnie nieco optymistycznie i podarowało odrobinę zapomnienia o strachu…

…jeszcze dźwięczy w pamięci miłym wspomnieniem :
..i stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie było…..

…lat minęło jak jeden dzień..

…jutro dzień przypominjący brutalnie o upływie czasu…
…nie żałuje ani jednego dnia, nie żałuje podjętych decyzji nawet jeśli były niewłaściwe..
…czuje sie świadoma, mądrzejsza, gotowa…
…marzę by w prezencie przyszedł do mnie spokój opakowany miłością…

hi-lights of may

..no i dopadło mnie , na kwadrans przed zaśnięciem i jeszcze na chwilę po przebudzeniu..
stado myśli o tym że ” historia lubi się powtarzać”, że kiedyś już byłam za dobra , ślęczałam godzinami nad deska do prasowania by koniec końcem zostać nawet bez własnego żelazka…
..dopadło trochę na wyrost trochę jak ugruntowany panicznym nieuzasadnionym lękiem atak astmy …wierny towarzysz strach – nigdy mnie nie opuszcza…..

..szkoda tylko że rozsądek z taką gracją i lekkością, niezauważony opuszcza mnie regularnie…wczoraj mając do wyboru koncerty wspaniałych wirtuozów dźwięku, z których jednego cenię sobie szczególnie dałam się wyciągnąć do kina na hi way i zgodziłam się na masową produkcję placków ziemniaczanych na kolację….
..
ps…mam oficjalne pozwolenia na wsmarowanie w siebie CK-be…
…. podobno na mnie pachnie lepiej…

małe sekrety..

- przecież jest poniedziałek, zawsze mówiłaś że w poniedziałek jest piękna muzyka nocą i miałaś racje!

>….poczułam jeszcze bosą i zimniejszą od mojej stopę i poczułam na czole równomierny oddech.. zasnęliśmy..

- dziś na obiad będzie bigos, oczywiście od babci ..

>– usłyszałam gdy obudził mnie nie mogąc znaleźć skarpetek ( swoją drogą znowu podkradł moje)
…. mam pewne obawy co do mojej tali jeśli nadal to ona będzie dbała o nasze żołądki, myśl tą jednak zachowałam dla siebie :)

…rano lubię zapach jego perfum w łazience, ciekawe czy już się zorientował że czasami po powrocie do domu pachnę jak on….

mniam..

..korzyść płynąca z współmieszkania : domowe papu….. bigos, kotleciki, dżemiki, mniamuśne przysmaki stworzone przez Babcię. Już zapomniałam jak smakuje świeży smażony lin…
..jest dobrze …

małe kroczki..

..Alergia daje mi się we znaki, perspektywa sprzątania jakie mnie czeka w domku też specjalnie nie cieszy a mimo to jest dobrze, że w końcu przeszłość nie przeszkadza cieszyć się teraźniejszością, pozostaje jedynie strach przed niewykorzystaniem szansy,..
..strach że zaszła zbyt wielka zmiana by odważyć się ponownie zaryzykować ..

Dawno już nie pisałam o Charliem , nie dlatego że go nie ma , wręcz przeciwnie, jest i zajmuje najniższą półkę w szafie…
….pozwalam mu być, żyć obok, jednak jego obecność nie daje mi nic, nic prócz prozaicznych sytuacji wynikających z współmieszkania..
..nie umniejszam im wartości, cieszę się nimi, nie ma w nas jednak miejsca na miłość….