maj…

….pamiętam zapach powietrza, kolory, uczucie błogości , za każdym razem gdy tam jechaliśmy cieszyłam się jak dziecko..
…w tej chwili to jedyna rzecz której naprawdę mi żal, za która tęsknię..
..może to zbyt sentymentalne, niepotrzebne, ale cóż jestem sentymentalna ..
…może gdybym nie musiała tych dni spędzać sama, może gdybym miała kogoś kto nie pozwoliłby mi wracać myślami do przeszłości , ale tak nie jest ..
..przede mną kilka dni ze wspomnieniami i pewnie będą łzy …
…położę się na trawie, popatrzę w niebo i nie chce nic mówić, nic nikomu…

dzięki Warren..

I grew up thinkin’ that I had it made,
Gonna make it on my own.
Life can take the strongest man,
Make him feel so alone.
Now and then I feel a cold wind,
Blowin’ through my achin’ bones,
I think back to what my daddy said,
He said „Boy, in the darkness before the dawn:”

Let your soul shine.
It’s better than sunshine,
It’s better than moonshine,
Damn sure better than rain.
Yeah now people don’t mind,
We all get this way sometimes,
Gotta let your soul shine,
Shine ’till the break of day.

Sometimes a man can feel this emptiness,
Like a woman has robbed him of his very soul.
A woman too, God knows, she can feel like this.
And when your little world seems cold,
You got to let your spirit take control.
(Haynes)

dziś

…bezsenność zamieniła się w notoryczna senność i mimo ogromnych chęci koczowania w towarzystwie dobrego filmu zasypiam świadomie i zapobiegawczo nastawiając budzik…
…trochę tak jakbym płynęła z nurtem bez potrzeby trzepotania kończynami , na plecach , z widokiem na jasne niebo przez które mrużę oczy…
obecność moja nieobecna

pójdź za mną…

..twój uśmiech słońcem kwietniowym wzeszedł zielono naprzeciw ciebie idę…

..wyczekane ciepło słońca oślepiającego , rozkoszuję się nim i wygrywam z chęcią samookaleczenia..
..rzeczy prozaiczne , codzienne budzą uśmiech, rozbawienie ja np. poszukiwanie uszczelki we wszystkich możliwych sklepach oprócz tego właściwego..:))…
…i tak na chwile czyje się dobrze , przyzwoicie , dostatecznie by drażniły mnie narzekania…
…tak bardzo chciałabym aby dziś ktoś poszedł za mną i nie dał spokoju…

oddychanie rządzi

..oddychajmy , cieszmy się każdą zaczerpniętą cząstką powietrza,
żeby nie trzeba było mówić , tylko oddychać
oddychanie ma przyszłość
wielką przyszłość
w świecie bezdechów i chrapania
i jest takie, wielkie i doniosłe, i ciche i podniecające
od świadomego oddychania można się uzależnić
może nie jest takie z wykopem jak fajny sex np. ale jak się temu bliżej przyjrzeć to pojedynczy orgazm wobec fur przyjemności związanej z oddychaniem to betka
po prostu oddychanie rządzi
i słuchanie wiatru w polu
szmeru lasu…też
jak się zanurza nagie ciałko w ciepłym jeziorku najlepiej wieczorem
a potem się wysycha przy ogniu
i jak ten ogień nie ciska iskier na to mokre i nie napuszcza dymu do oczu
tylko spokojnie się pali i suszy mokrą skórę
no i wtedy jak ktoś scałuje zabłąkaną na piersi kropelkę wody co została z jeziora to też jest przyjemne
a wszystko to z oddechem
oddychać trzeba tak żeby móc dotknąć i poczuć unoszące się piersi żeby czuć oddech na szyi letnim muśnięciem
wtedy tylko jest naprawdę

było to streszczenie miłej iluzji stworzonej z pewnym przyjacielem

dwa krzesła..

…obiecałam ze się zastanowię, że przemyśle jeszcze raz….
..przemyślałam – nie zmienię zdania ale wiem że ona miała rację , mogę przeoczyć, przegapić coś wyjątkowego, coś pięknego, zmywając po wspólnej kolacji z Charliem….
…kilka sprowokowanych wczoraj zdań tylko mnie w tym utwierdziło – to nie jest dla nas czas na miłość….
……., może kiedyś przyjdzie, boso i cicho ale nie ma jej, nie ma jej w naszych wspólnych orgazmach….

…namalowałam dwa krzesła, puste krzesła, takie stojące naprzeciw siebie, bardzo bym chciała byśmy potrafili na nich usiąść i nawet milcząc zrozumieć się w pół słowa…..

alter ego

…w trzepocie słów niepotrzebnych..
w gęstwinie gestów zbędnych..
szukam mojego „my”
.. gdzie „ja jest dla ciebie a „ty” dla mnie
…troszkę po omacku, troszkę niedowidząc..
..odpowiedzi szukam niepytając…

„…lubię moja samotność zawieszoną wyżej niż most rękoma obejmujący niebo..”

szczyty naiwności

…..zamykam oczy i śnię , śnię na jawie i staram się do tego snu lekko uśmiechnąć…
…… może powinnam , wiem że powinnam zastanowić się nad słusznością moich decyzji , zwłaszcza tej decyzji,…
…..pozwalam mu zamieszkać w moim domu, pozwoliłam mu na chrapanie, mokry ręcznik na podłodze, zgodziłam się na jego obecność….
…..zobowiązałam się że nie będę „jędzą” , że dam mu czas i spokój…
…oczywiście że się boje, boje się że za bardzo się przywiążę, boje się że coś pójdzie nie tak, przecież nie ma mowy o żadnym związku….
….spróbuję, zasmakuję, zaryzykuję bo chcę , bo jeśli znowu będę płakać to wiedząc dlaczego…

**lęk..

….chcę odpędzić od siebie złe myśli, myśli o pieniądzach, o samotnych zmaganiach ze złym jak piekło światem…
…próbuje nie myśleć o zmianach bezpowrotnych beztroskiego życia w dwóch domach…
..staram się ale dziś mi nie wychodzi , dziś się poddaje i nie mówię już nic chociaż zdania same układają się w lęk…
….jestem przerażona przyszłością , boje się każdego kolejnego dnia, boje się żyć…

małe szczęścia..

….rozpływam się a powieki ciężkie od wzruszeń, chciałabym mieć tyle energii co dawniej….
…spotkanie po roku, po dwunastu miesiącach niewidzenia…
… bałam się banalności, bałam się że nie będziemy miały sobie nic do powiedzenia …
…mówiłyśmy i milczałyśmy jak dawniej, ta sama energia, to samo ciepło i zrozumienie..
….był tam też ten jeden z wielu moich aniołów, miło było znów go zobaczyć, cudnie było usłyszeć : Czy jesteś szczęśliwa ?… tak jestem tak tyci tyci, mam swoje małe szczęścia,…..
…..wczorajszy wieczór był takim szczęściem….