kawa…

… chciałabym móc dotknąć istoty słów..
…chciałabym umieć napisać zdanie które obudzi taka ciekawość jaką budzą zdania Zafona….
…przecież to tylko kilka prostych słów, żadnych połączonych niesamowita magią,…
..problemem jest chyba to że ja sama nie wiem co chciałabym powiedzieć bo sama przed sobą boje się do wielu rzeczy przyznać…
…. dziś rano piłam kawę i słuchałam Tracy Chapman , jak zwykle połknęłam garść witamin i znów pomyślałam że kawa nie smakuje dobrze w pojedynkę….

***

….jest taki ktoś – skrzyżowanie ideału z niestrawnością , wieczny flirt, odkąd pamiętam również wieczna zagadka ….
….kilkugodzinne przekomarzanie się ciepłotą słów o bliskości, seksie i marzeniach…
…cieszy mnie jego obecność – jest taka bezpieczna, taka pięknie szalona….
…przyprawia mnie o dreszczyk i rumieńce …….
…………… wywołuje ze mnie kobietę jak ducha…zaklęciami i mrokiem…
…czasami żałuje że nie moglibyśmy się pokochać….tylko czasami…. , zanim nie zniknie rumieniec…

…tak, rozmawialiśmy dziś kilka godzin….

ekranowa love story..

… to fakt można żyć na tym świecie, można się podporządkować , oddychać , godzić się…
…można czekać w nieskończoność aż dostaniemy namiastkę tego co sobie wymarzyliśmy jako dzieci…
…..można oszukiwać, kłamać, pić… .. bo to pozornie pomaga…
…a mnie się już nie chce …
..gapiłam się wczoraj na telewizor, głupie seriale jeden za drugim, bzdurne dialogi, zero czegokolwiek co można nazwać aktorstwem, wszędzie o tym jak „miłość zwycięża wszystko” … skąd oni to biorą ??… czy ogólne społeczne pragnienie bycia kochanym wystarcza by nakręcić gniota i zapewnić sobie oglądalność..??
….jak bardzo ludzie muszą być głodni ciepła skoro karmią się tandetą z ekranu…??

ach..ten jazz..

… znowu muzyka zawładnęła w znajomy mi sposób sobotnim wieczorem…
… sama nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi tego brakowało, tego uniesienia, fascynacji, czułam się troszkę jak po drugach i w pewnym sensie pewnie tak było bo przecież dostarczyłam organizmowi tyle pozytywnej chemii że pewnie nieco oszalał….
…poszłam na ten koncert z Charliem, podziękował, było bardzo miło, normalnie, czasem śmiesznie, nawet bardziej romantycznie jak na ironię , bardziej niż wtedy gdy naprawdę tego chciałam, a może moje oczy nie są już zasłonięte obsesją posiadania domku z ogródkiem i jestem bardziej obiektywna ??!…..
….spotkałam znajome twarze, kieliszek żołądkowej, klimat dawnych czasów…
….tego mi było trzeba….

nauka cd.

… złość mi już przeszła i ustąpiła miejsce melancholii …
…uciekam w mój zamyślony świat, wyobrażając sobie jak będzie wyglądała moja nowa sukienka, jak cudownie będzie pachnieć morze , jak ktoś będzie się mną opiekował i jak będę w końcu szczęśliwą kobietą …
…fajnie jest pozastanawiać się jak będzie wyglądał mój świat gdy skończą się te wszystkie cholerne problemy, można prawie uwierzyć w lepsze jutro..
…moje miłości są złe i czas je uleczyć, przygodny seks nie jest lekarstwem, lekarstwem nie jest też kolejna miłość …
…już wiem , wiem co robię źle , teraz jeszcze musze to wykorzystać a może w końcu stanie się cud..

wrrrr..

…wkurza mnie ta wszechobecna ignorancja, męski szowinizm w dziurawych skarpetach i cała reszta zepsutego uśmiechem ćwierćmózgich panienek męskiego świata…
….wkurza mnie hipokryzja rodziców którzy przez 30 lat ukrywają datę własnego ślubu obchodząc rocznicę pół roku wcześniej….
… do szału doprowadza mnie troskliwość podszyta fałszem i interesownością ….
…a po wrzeszczę sobie dzisiaj, wykrzyczę złość , tutaj i teraz .. a potem pójdę do domu i będę rysować twarze ludzi…zamyślone, szczere, piękne …. znów wypije czerwone wino w przystępnej cenie i znów nie rzucę palenia….
……. na pewno nie zadzwonię dziś do nikogo….

pudełko wspomnień..

.., żeby się podnieść trzeba upaść, żeby coś zrozumieć trzeba popaść w niezrozumienie…
…..kiedyś obiecałam sobie większy egoizm, obiecałam sobie że nie będę poświęcać całej siebie … na chwile o tym zapomniałam, zagalopowałam się w dawaniu…
.. ostatni tydzień pokazał, uświadomił mi że powinnam się zatrzymać, złapać oddech….
…..wczoraj z sentymentu i chęci oderwania się od myśli niecierpliwych sięgnęłam po Danielowe pudełko , nie jestem zwolennikiem niszczenia zdjęć i pamiątek, wszystkie dokładnie wyselekcjonowałam i spakowałam do dużego beżowego pudła po butach i umieściłam na szczycie szafy w sypialni,…………
………….. teatralnie wręcz sięgnęłam po zakurzoną nieco skarbnicę wspomnień.. i nie tylko po to by zapłakać nad mym porzuconym sercem ale tez po to by przypomnieć sobie ile kosztowały mnie błędy i ile dobrego może dziać się z dwojgiem ludzi..
…malownicze Mazury, piękna Szkocja, uśmiechy , zmęczenie, bliskość…. czerwone od słońca i piwa nosy, zanurzone w sobie spojrzenia …. grymasy nie do końca fotogeniczne….miłość…
….czy jeśli się skończyła to znaczy że nigdy jej nie było…??
….skoro istnieje pierwsza miłość to czy mogą istnieć i kolejne ??
…. już dwa lata minęły od momentu zamknięcia tej miłości w pudełku, nie żałuje ani tego że była ani tego że się skończyła… to był dobry czas i nie powinnam tej lekcji nigdy zapomnieć i właśnie sobie o tym przypomniałam….
.

motyl i kamień…

……..czuje przez skórę ciepłego światła dotyk, jak motyl co skrzydła rozpostarł do lotu na powitanie wiosennych promieni , jak kamień z duszą przywiązana do ziemi , i nikt nie wie że czuję że wznieść się chce,
………. ciepło gładkiej powierzchni , barwy różne i nie określone, jak lśnienie na chwile piękne i nie opisane , we mnie jest motyl i kamień , lekkość i udręka, kłamstwo co truje sen zanim się zaczął i prawda we mnie ukryta tak głęboko że sama boje się w nią zanurzyć ze strachu przed końcem, przed ciosem w plecy naiwności mojej i wiary , choć już nie wielkiej to jednak w parze z nadzieję nadal tańczącą w mojej od myśli głowie ciężkiej ……

ciała krzyk, duszy milczenie..

…..fizycznie czuje się dobrze , zadowalająco dobrze poza bólem głowy obciążonej zbyt duża ilością pytań bez odpowiedzi…. jeśli chodzi psychikę ( patrz wyżej )….
…trudno mi opisać to co ostatnio przeżywałam i nie chce nawet próbować … dniem dzisiejszym jedynie spróbuje się nieco podzielić…
……… otóż pojawił się w moim życiu przyjaciel świr , który aby zachęcić mnie do rozmowy na gg pozdrowił mnie z bloku trzeciego szpitala psychiatrycznego, no cóż jest to pierwsza i jedyna obca osoba, której nie zbyłam i nie zablokowałam..
………….. komunikator bowiem służy mi tylko do wymiany informacji z dobrze znanymi mi z życia codziennego ludzikami… świr natomiast jest osobą kompletnie obcą a raczej był ponieważ dziś mijają trzy tygodnie od naszej pierwszej konwersacji i wygląda na to że prędko się to nie skończy…
……. anonimowość jaką mi zapewnia pozwoliła mi się otworzyć a jemu nie oceniać.. stał mi się na swój sposób bliski i niechcący ale nie przypadkowo jedynym świadkiem ostatnich wydarzeń, pomógł mi bardzo samą swoją obecnością i za to bardzo mu dziękuje…
……Charlie wrócił z podkulonym ogonem , przeprosinami i kolejnymi opowieściami o rozpadzie jego małżeńskiego życia…..nie , nie kopnęłam go, nie wyrzuciłam za drzwi, a nawet wysłuchałam i wygarnęłam cały żal jaki we mnie był, pierwszy raz pojawiły się między nami łzy, moich kilka popłynęło…mam nadzieję że niepostrzeżenie w mglistej poświacie kuchennej lampki… nie, nie wybaczyłam mu, staram się jedynie zrozumieć i przeczekać…
… na nowo jest w moim życiu tylko że tym razem inaczej, bardziej prawdziwie bo nie bez skazy… teraz daje czas sobie ….
….. moje ciało krzyczy ratunku, dusza już nawet krzyczeć nie potrafi……