najprawdziwszy anioł..mój

.. nie mogę się teraz martwić, musze dbać o nas ..bo nikt się teraz bardziej nie liczy niż mój najmniejszy i najważniejszy anioł na świecie… chociaż kochany jedynie przeze mnie…

krach…

……..stłukłam ten kruchy kieliszek
…rozpadł się bezpowrotnie……….
..jego kawałki jak szpilki .wbijają się w moje ciało, boli każda jego część………
..przecież mogłam pić z niego……….
……. mogłam cichymi łzami dodawać mu lśnienia…….
….. nie chciałam tego , nie chciałam go stłuc……

liznąć, polizać…

….żeby tak mi się chciało jak mi się nie chce ,
….już piątek.,.
…. będzie wspaniały wieczór w dobrym towarzystwie dawno niewidzianej przyjaciółki i piosenek Cohena ..
…..potrzebuje beztroski i egoizmu by zachować resztki zdrowego rozsądku i resztki zdrowia , które ostatnio zostało nieco nadszarpnięte moją wewnętrzna szarpaniną …..

—- pisałam o prawdzie —
….znalazłam ją śpiącą na mojej poduszce o 8 rano , spokojną i ciepłą ….
….. znalazłam w zapachu kawy , cichym szepcie pytania na śniadanie ..
… w poświacie niebieskiej rolety , cichym chrapaniu ….

..szczęście znów liznęło moje stopy..

ale ze mnie tchórz…

..boje się rozczarowania, boje się o nas choć jeszcze nie ma nas .. boje się , drżę ze strachu . może jutro , może jutro uda się rozpędzić chmury.. wstanę bardzo rano , ułożę włosy i pójdę na spotkanie z prawdą , bo przecież nie ma nic prostszego…..prawda??

kapsel…

ciekawe co jest we mnie
ciekawe co jest w tobie
ciekawe co jest miedzy naszymi stopami

ciekawe co zawsze masz w kieszeni
kapsel? Żółtą kartkę ? klucz do mego domu ?

myśl o tobie boli przyjemnym bólem

ambitne tematy i …

……….. kolejny dzień cichej obserwacji przechodniów i tęsknoty za wiosną..
………….zauważam jak coraz bardziej cieszy mnie bycie w pojedynkę, kiedy w miarę możliwości oddelegowuje Em i siedzę w biurze sama….. mimo iż czynności pozostają te same to w samotności wychodzą mi znacznie lepiej…..
… zapętlona i przerażona własną bezradnością.. tym że we wszystkich pozostałych kwestiach radzę sobie doskonale a w tej najważniejszej jak dziecko we mgle…
………a propos mgły : Charlie tak jak ja lubi mgłę a zwłaszcza taka gęstą że nic prawie nie widać bo można wtedy pobiec i zniknąć …
… rozmawialiśmy też o ekstremalnej inżynierii budowlanej rodem z discovery .. hmm a więc jednak można , można ze sobą rozmawiać , dyskutować, zwierzać się , pytać o radę ..
… jak bardzo chciałabym umieć coś zrobić , nadać temu tempa , wykrztusić z siebie oczekiwania ,……..
……. ale cóż łatwiej jest rozmawiać o zabezpieczeniach japońskich wieżowców przed wstrząsami sejsmicznymi niż o własnej skrywanej miłości….

zasługuje

zasługuje na
….lilie wodne, faceta który był aniołem a dla mnie stał sie człowiekiem, na wszystkie odmiany magnoli ze wskazaniem na odminę japońską, na lenistwo po pracy i podany obiad , na poczucie przynależności….
…i nie zadowole się bylejakością….już nie…

krówki….

….dostałam śliczne kufle sztuk sześć , coś do kufla sztuk jeden, pół kilograma krówek ( nie całkiem dostałam J…..:)) i nic mnie dziś nie boli ….oprócz tego kupiłam sobie kolejny czarny t-shirt …..
……poprzeplatane śmiechem i zwrotami grzecznościowymi pasmo dnia powoli kończy się i pozwala pojednać się z samą sobą samotną na dziś wieczór…
…. dobre samopoczucie we własnym towarzystwie to jest to czego najbardziej dziś potrzebuje ….
…i zdaje się że uda mi się to osiągnąć … poza tym nie mam na razie najmniejszej ochoty na ostentacyjną ignorancję dzisiejszego dnia w moim ulubionym pubie (oczywiście przy barze) bo ten licząc na krociowe zyski uległ czerwonemu szaleństwu paciorków rodem zza kałuży…- wybaczam ale zostanę w domku….

…ciężar..

….słońce, rześkie powietrze ….
..oddech.. wdech.. wydech.. i motyle
…zmartwienia nie dają mi spać.
…czuje ogromny ciężar…

no i bułka …

….filozofia jak bułka z masłem, smaczna lecz czasem ciężkostrawna…. mistrzowska ignorancja wyraźnych sygnałów… a może by tak otworzyć bardziej oczy……
… o jak bardzo marzy mi się zwyczajność z tą cholerną poranną kawą…
…..Charlieimu zrobiłabym herbatę.. .