na skrzydłach ..

mój anioł znowu mnie odwiedził.. to miło z jego strony , zamknął mi usta i utulił do snu, to dobrze bo miałam ogromną ochote wykręcić numer i powiedzieć rzeczy, których mówić nie powinnam.. teraz już jestem spokojna, zrobiłam zakupy i jestem gotowa do samotnej nocy przed telewizorem.. i napewno nie zadzwonie..

oczy zamglone..

właśnie przed chwilą przeczytałam wytęsknioną wiadomość..oczy zamgliły sie wspomniniami a myśli powędrowały do jego zapachu, pieprzyka na brzuchu i twarzy uśmiechniętej.. uśmiechniętej tak bardzo że oczy stają sie jedynie malutkim diamentami w czerni rzęs.. tak, tak, zwariowałam wariactwem najpiękniejszym i na szczęście niekaralnym :)

cd. czarnej owcy..

gapiłam sie znów na te kilka zdjęć które mam, nie umiem skupić sie na pracy… powtarzam sobie że to nie tak , że zbyt wiele przeszłam i nauczyłam sie by tak dla kogoś zwariować bez pamięci. Przyjemny jest trzepot skrzydeł motyli, cudnie jest tęsknić i usłyszeć sygnał nadejścia wiadomości….

czarna owca też daje ciepłą wełnę…

krążą te moje myśli , biegaja jak owce po łące i niby przyjemne , miłe i ciepłe to nie do końca, bo nie do końca uczciwe jest to co czuje, ta najczarniejsza z owiec ma imię i nie daje o sobie zapomnieć, uśmiecha sie do mnie tak cudnie i mówi do mnie tak cudnie, choć nie powinna a właściwie nie powinien bo to właśnie on – nazwijmy go moim Owcem ( bo przecież nie baranem!! ) wyjechał na kilka dni ratować kogoś z rodziny, szlachetne to , wróci może niedługo a ja tymczasem oswoję się z myślą o pasterskiej samotności.

początek..

dziwne to dosyć uczucie ale miłe, niecodzienne.. po raz pierwszy dzielę sie, opisuję myśli tylko moje..mam ogromna ochotę na kawe i zaraz zwalcze lenistwo i zaparzę małą czarną…może łatwiej mi bedzie mysleć i pisać…